biegła. biegła po prostu. dla oczyszczenia umysłu. z zimnym powietrzem niepozwalającym jej nabrać oddechu. parującym ciałem, które zdawało się robić coraz bardziej mokre. jak jej myśli. woda... jezioro skrzące się w świetle latarni. ciągle ta pieprzona woda. która dała jej kiedyś mnóstwo radości i możliwości. zdała sobie wtedy sprawę, że woda jest jedyną rzeczą godną odebrania jej życia.
i co więcej pozostało? zmiana nastawienia. zmiana siebie?
tak nagle słowo "zmiana" zaczęło coś znaczyć. jakby wystarczyło je powiedzieć, i stawałoby się ono bardziej realne. bardziej możliwe do wprowadzenia w życie. więc co? zmiana? tak. powoli. ale tak.
lovczi <3 spamuje ci optymizmem. W następnym poście poprosze słitaśne serduszko spesjalnie dla mnie. Albo choinke
OdpowiedzUsuń