bez cofania sie w czasie zmieniam przeszłość. czy to nie dziwne, jak wiele zależy od naszej perspektywy. był dla mnie ważny, był, był i ciągle jest. obojętny, zobojętniony, nie dla mnie. nieodpowiedni, nie chcę go takiego, a jednak wydawało by się, że to on jest tym jednym, na którego czekałam, który jest mi przeznaczony. trochę się pogubiłam wirując w tańcu z innymi, nieprzerwanie mając nadzieję, że on chociaż na mnie patrzy znad ramienia tej swojej . nigdy sie nie spodziewalam że to się tak potoczy. że ta zazdrość, ta niecierpliwość, to zatracenie, że to wszystko mnie dotknie, a ja nie potrafię się z tym uporać, tak bardzo mnie to przerasta.
nawet nie wiem czy to miało znaczenie nie tylko dla mnie, bo ja ciągle żyję nadzieją, że on też. że on też coś czuje, że się przywiązał, że pamięta, że nie chciałby zapomnieć, że nie chciały tego stracić, że jest o co walczyć, że byłoby o co.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz