gdyby chociaż powiedział, że mu zależy. żebym wiedziała czego mam oczekiwać, na co liczyć. ale nie. ciągłe słowa, bez znaczenia. słowa, serio nie na serio. niefajnie.
poniedziałek, 22 października 2012
niedziela, 21 października 2012
przysłaniając widok.
moja definicja miłości do ciebie? "ciągłe czekanie, na kolejny ruch"..
umrzyj, umrzyj, umrzyj kochanie moje. nie będzie durnych, przyziemnych przeszkód przez które przychodzi mi teraz płakać. bez tych kłamstw i niedomówień przez które moja codzienność cierpi. bez wspomnień przypominających o tych słowach, w których tkwiliśmy.
umrzyj, umrzyj, umrzyj kochanie moje. nie będzie durnych, przyziemnych przeszkód przez które przychodzi mi teraz płakać. bez tych kłamstw i niedomówień przez które moja codzienność cierpi. bez wspomnień przypominających o tych słowach, w których tkwiliśmy.
środa, 17 października 2012
no more fun.
chyba wychodzi na to, że jestem nikim. nikim ważnym. samotnym niczym, które nie razi sobie ze swoimi sprawami, i nie mając do czynienia z cudzymi. bez spraw- bo one u mnie nie istnieją, bez zobowiązań, bo nikt się nie chce ze mną wiązać, bez zwykłych rozmów, bo oduczyłam się odzywać.
i już nie wytrzymuję, już nie daję rady, już muszę coś pisać, już nie ogarniam czemu to robię. każdego wieczora zdaję sobie sprawę z własnej samotności. każdego ranka chcę się obudzić bez swoich myśli. bo wiem tylko, że w pewnym momencie na zbyt wielką niebytność sobie pozwoliłam, że mimo iż nie dokonałam tego w sensie fizycznym, to jakaś część mnie zdobyła się na samobójstwo, że chyba chcę mieć kogoś, kogokolwiek być może, ale żeby mój dzień, nie był ciągłym przebywaniem sam na sam ze sobą, i jakimiś ludźmi przepływającymi obok mnie na korytarzach czy w autobusie, nie wiedząc jak bardzo pragnęłabym ich uwagi, chociażby odrobiny rozmowy, ciepłej, miłej rozmowy....mnie chyba po prostu nie widać, mnie nigdzie nie słychać, mnie w sumie tutaj nawet nie ma.
sobota, 6 października 2012
wieczne déjà vu
MY, jako TO. zwykłe To, które nie ma żadnego znaczenia. to które znika. to czyli ja, której tak naprawdę nie ma. . . choć tak nieprawdopodobnie niepozorne, tak strasznie znaczące. nieznane dla nikogo oprócz nas. niezrozumiałe dla nikogo, włączając nawet nas.
nie chce się wierzyć, że nie tak dawno nie byłam świadoma tak wielu rzeczy. nie znałam tylu ludzi, którzy już teraz stanowią moją codzienność, że nie było mi dane spotkać tak wielu, których chciałabym pokochać. że nauczyłam się żyć z samotnością, która będąc samotnością chodzi za mną krok w krok, pozbawiając mnie samotności będąc ze mną, że nauczyłam się oddychać zwykłym powietrzem, nie cierpiąc. że przyszłość będzie niepowiązana z przeszłością w żaden sposób bo w zasadzie muszę porzucić wszystko czym do tej pory żyłam.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

