piątek, 29 czerwca 2012

into madness

zastanawiam się. nad tymi wszystkimi zahamowaniami, które nas tak mocno krępują. nad tymi niespełnionymi marzeniami które już wystarczająco długo czekają. nad nudą, która wplata się w naszą codzienność zatruwając ja swoim działaniem. nad ludźmi, którzy byli w naszym życiu, a nagle po prostu z niego wyszli.
w tym wszystkim. w tym płaczu, w tych pocałunkach, w tych kroplach alkoholu, w tym dymie nikotyny, w tym całym młodzieńczym szaleństwie, w tych słowach, cytatach czy zdaniach. w tym tańcu, piosenkach czy podskokach. tu wszędzie widać wyimaginowaną wolność.

czwartek, 28 czerwca 2012

i like that old stuff, you know- sex, drugs and rock 'n roll. but i can't see it now
koniec z patrzeniem na siebie. koniec z rozczarowaniami, może już nawet po wszystkich smutkach. już nie mam wspomnień, cudem zapamiętuję swoje marzenia, chociaż to one kreują moją osobę. dość trzymania się utartych przekonań i zachowań. muszę tylko żyć. oddychać i trwać. żyjąc nie umierać. patrzeć na wszystko i tego próbować. żyć, nie myśleć.

niedziela, 17 czerwca 2012

po prostu byłam

jeszcze nie wybrałam drogi, którą chcę iść, a życie dostało nagle zawrotnego tempa nie pozwalając mi wszystkiego przemyśleć. przyśpieszając i przyśpieszając zabiera mi moje ukochane momenty, których nie potrafię zrozumieć. gubiąc mnie gdzieś pomiędzy wyobraźnią, a rzeczywistością.
szła plażą starając się skupić całą swoją świadomość na tym, żeby stawiać równe kroki, żeby nie myśleć o tym, co ma się stać. o tym, że zaś poszła za głosem rozsądku i jutro jej życie emocjonalne legnie w gruzach. nie planowała takich perypetii w ciągu tygodnia wakacji. bardzo chciała kogoś poznać i może nawet trochę poszaleć. ale to co zrobiła wykraczało poza zwykłą wakacyjną zabawę. za mocno się zaangażowała, a znając swoje ograniczenia musiała ze wszystkiego zrezygnować, żeby nie żyć później nikłą nadzieją, wspomnieniami. przeżyła swoją urocza przygodę z oceanem w tle. teraz musi wrócić do siebie.

niedziela, 10 czerwca 2012

choose your mind

wspominanie tego wszystkiego nie przyniosło nic dobrego. więc już przestałam. przestałam siedzieć w tej pieprzonej przeszłości, która tylko i wyłącznie uświadamia mi moją głupotę i bierność w życiu. to jak bardzo nie potrafiłam sobie z niczym poradzić. to, że jestem jaka jestem też mi nie pomaga. więc muszę się zmienić. zmieniać dalej. ale chyba idę w dobrym kierunku. lepszym niż kiedyś
jeszcze nigdy nie byłam tak blisko prób. tak blisko zbieżności ludzkich losów i dróg. tak miło jest wiedzieć, że masz szanse, że wystarczy twoja wola. twoje staranie by coś wyszło.

poniedziałek, 4 czerwca 2012

never ever

to tak jakbyś jednak coś dalej czuł. chociaż tak w zasadzie nie masz do tego żadnych podstaw. po tym naszym końcu.... ponownym początku i końcu definitywnym. po tych okropnych chwilach, które przez ciebie musiałam przejść, przez ciebie. przez ciebie z nią. po tych wszystkich dzikich akcjach. teraz. rok po tym jak nasz związek się zaczął, zaś COŚ się zaczyna.
tutaj, głęboko. zawsze gdzieś siedzi mały promyczek zła, który mówi mi, że tak być nie powinno. że muszę to zmienić. muszę się zmienić. że nic nie układa się dobrze.