ci ludzie tam.... mają po prostu najpiękniejsze życie jakie mogłabym sobie wyobrazić. chociaż tak, to Polska. chociaż pewnie oni nie wszyscy to dostrzegają. ale tam każdy z życiorysów był jakby jedną z wersji moich marzeń. wszystko naraz spowodowało trudny dla mnie do zaakceptowanie fakt zazdrości tak ogromnej, że zaraz po wejściu do autokaru zaczęło chcieć mi się wracać i zaczęłam tęsknić... strasznie tęsknić. zazwyczaj nie tęsknię do ludzi, których tak mało znam. ogólnie rzadko tęsknię, ale wtedy.. w zasadzie teraz też wciąż tęsknię za tym nie do końca poznanym cudem. nie rozumiem, nie pojmuję jak mogę żyć w taki brutalnie nieporządny sposób, skoro lepiej jest być tam, takim normalnym, cudownym człowiekiem. osiągnę kiedyś coś takiego. na dzisiaj myślę o tym, jak to zrobić żeby tam jak najszybciej pojechać. chcę tam wrócić.
Ochota na pisanie przychodzi i odchodzi. Nie chodzi tu o czystą wenę, która daję ochotę na pisanie, na wylewanie swoich uczuć "na papier", który aktualnie jest tylko wirtualnym zapisem cyfr, liczb, czegokolwiek co tworzy mi mój internet. Natchnienie przychodzi, nigdy nie przechodzi z czasem, coś na co mam pomysł, zawsze stworzę. Gorzej z czystym, fizycznym pisaniem, na które ochotę mam okropnie rzadko. Kiedyś tak nie bywało, widziałam się jako tajemniczą pisarkę, poetkę wygnaną. Mam coś w sobie z takiej twórczyni, jednak dorosłam. Dostrzegam wartość jaką przekazywałam w swoich "utworach", notkach, czymkolwiek by to nie było, dostrzegam ten brak wartości. Dostrzegam brak sensu w drążeniu tego tematu, siebie jako autorki. Gdy czytam coś co napisałam, no nie wiem, rok temu, może dawniej... wstydzę się, nie wszystkiego oczywiście, czasami coś we mnie wstępowało i dawało tworzyć prawdziwie dobrą rzecz, ale znacznej części tego biadolenia: o niespełnionej miłości, tych euforii, tej głupoty. Może w zasadzie cięgle robię to samo... Niestety obszar mojego życia, którego się wstydzę nie zamyka sie tylko do mojej, że tak to ładnie ujmę " twórczości". Robiłam mnóstwo głupich rzeczy... i nie chodzi mi to o takie malutkie szaleństwa, bo je akurat bardzo miło wspominam, te wygłupy czy przebłyski odwagi. Wstydzę się tego, co robiłam bez uśmiechu z przekonaniem o własnej powadze, o własnej racji. Racjach tak właściwie.. Zrobiłam strasznie dużo takich rzeczy, a to doprowadziło do tego, że teraz boję się robić cokolwiek. Boję się ludzi, na których się zamknęłam, boję się emocji, które mnie ponoszą, boję się .... siebie. Jestem mocno samo-destrukcyjna, a najgorsze jest to, że mam tą świadomość i nie jestem w stanie nic z tym zrobić. Zazwyczaj świadomość stanowi dla mnie podstawę sukcesu. W zasadzie większą jego część. Jednak przy samoświadomości mam od dłuższego czasu większy problem, z którym całkowicie nie jestem sobie w stanie poradzić. Widzę wszystko: to co robię źle, a czego nie powstrzymuję. Ostatnio najgorszą rzeczą jaką mogłam wymyślić to odizolowanie swoich uczuć, w jakimś stopniu po prostu je porzuciłam i teraz jestem pusta, ale również otoczona pustką. Czuję tego, że nie ma wokoło mnie ludzi, nikogo bliskiego. Mimo wielu starań okropnie przeszkadza mi wiedza o mojej zewnętrznej samotności, na którą się skazałam. Nie wiem czy słowo "skazałam" całkowicie tutaj pasuje, bo mimo wszystko... jest wynikiem moich działań, ale także czynników zewnętrznych. Nie powstrzymuję niektórych procesów, ale także nie jestem ich przyczyną. Niektóre rzeczy po prostu się dzieją, prawda? Uczą nas czegoś, pokazują nowe obrazy, wyśpiewują nowe dźwięki. Na tym polega bycie człowiekiem, na nowościach, które musimy przyswoić, mam nadzieję, że o to chodzi w moim przypadku. O przystosowaniu się do sytuacji.
W oczach miał wypisane coś więcej. Nie mógł się przyznać, to ubliżałoby jego wyjściowej postawie, którą postanowił przybrać.
nie wiem jak uciec, od czegoś od czego uciec się nie da. od własnych myśli, od własnych wspomnień, które nieznośnie mnie upokarzają, od własnego ciała. od własnej duszy. mam tylko i wyłącznie niesamowitą chęć ucieczki od tego wszystkiego, nie wiem gdzie się podziać pozostając na miejscu. nie mam swojego miejsca. moja rodzina zdaje się nie być moim miejscem na świecie. nie mam nikogo, z kim lub do kogo mogłabym uciec. chyba nikomu na tyle nie ufam, nikomu nie umiem powierzyć swojego losu. nikomu nie ofiarowałam tyle uczuć. brak mi na to odwagi, na cokolwiek, na upadek. na wiedzę czego pragnę.
cut the line, in your arm. in your soul. in your head.
czas tak bardzo ogranicza. skończona materia, forma, która jest pustką. wygrywanie życia za każdym razem gdy mam na to ochotę. tak prawdziwie. inaczej nie umiem. trzymam zasady pod poduszką aby nigdy nie musiały się równać ze szkołą. nie czytam z ludzkich myśli i nie wiem jak z nimi postępować. nie umiem żyć w symbiozie z ludźmi, nie umiem ich nawet pokochać..muszę sie nauczyć dotykać ludzkich stóp, to będzie krok naprzód.
nie narzekałabym jakby tamta radość teraz wróciła, jakby zastąpiła tą jakąś taką niepełną i niedorobioną. jakbym mogła się porzucać w ramiona i poczuć sympatię, nie, nie tą moją, tą do odwzajemnienia. po prostu.
czy ktokolwiek słyszy płacz w nocy? czy może widzi czerwone oczy i wierzy w tłumaczenie o komputerze. nie chce wiedzieć co się dzieje dziesiątki razy dziennie w czasie samotności po tych zmianach. myśli, ze akceptujemy je i sobie z nimi świetnie radzimy. obchodzimy się z życiem jak należy nie patrząc na przeszłość. nie wiem.
zakochujemy się. rozdzieramy zdjęcia i tłuczemy kieliszki. czasem przez przypadek, bo się strąciło przy obrocie, lub przytrzymało powietrze. trochę cierpimy i pozornie nienawidzimy życia. skąd tyle smutku. ? nie rozumiem.
Zostaw ten cholerny kubek - potniesz sobie palce. Wypij mleko, umyj buzię. Przyjdę, zanim zaśniesz. To, że galaktyczny podmuch zniszczy cywilizacje To nie jest dostateczny powód, by wybuchać płaczem. Dla mnie też niezbyt łaskawy był dzień. Dla mnie też za długa zima i zła. Dla mnie też, ale przyznaj, że w sumie się żyje cudnie. I przestań wyć! Przestań wyć! Przestań płakać! I po co czytasz komentarze sfrustrowanych miernot? Niech się durnie trują jadem, oszczędź sobie złego. Dla mnie też niezbyt łaskawy był dzień. Dla mnie też za długa zima i zła. Dla mnie też los, cebula i krokodyle łzy. Przestań wyć! Przestań wyć! Przestań płakać! Dla mnie też niezbyt łaskawy był dzień. Dla mnie też za długa zima i zła. Dla mnie też los, cebula i krokodyle łzy. Przestań wyć! Przestań wyć!
dławię się
kolejnymi wspomnieniami
które do mnie wracają
z każdym zapachem
miejscem
czy melodią
zabierają mi oddech
na chwilę bądź dwie
przypominając
jak dobrze
było
pustka jest w nas samych. opuszcza nas i rodzi się za każdym razem gdy jej na to pozwolimy. i brak w nas blokady, która by jej nie pozwoliła wracać. czasami pozwalamy jej przyjść aby móc swobodnie ponarzekać i poużalać się na swój los, no tak, czasami trzeba sobie na to pozwolić. oczyszczające działanie takiej kuracji pozwala nam być ludźmi. niedoskonale szczęśliwymi ludźmi.
zasnąć dzisiaj. taki jest plan. obudzić się, zrobić co należy i ogarnąć to co dzisiaj jest takie niezrozumiałe czyli istote mojego dążenia i tego całego normalnego, codziennego życia. dzisiaj już nie.
polubiłam bycie dziwną. odbiegającą od ideałów piękna, zachowania i poczucia szczęścia. odnalazłam się trochę w świecie, tylko dzięki głupiemu zdaniu, znalezionemu gdzieś na internecie "lubię dziwnych ludzi, bo kto w dzisiejszych czasach może wyglądać normalnie?" no własnie, kto? ktoś kto doskonale radzi sobie ze sobą. ktoś kim zawładnęły zasady moralności, dobrego wychowania. ktoś kogo pochłonęła monotonia, moda, ludzie. do czego to prowadzi? do zagubienia człowieczeństwa. do wywołania u siebie myśli w kategoriach, ja-masa. ja super człowiek, który niczym nie różni się od miliona pozostałych super ludzi. bo chociaż nie przyciągam długich błękitnych spojrzeń, często czuję gdy ktoś mnie lustruje wzrokiem, a innym razem jestem niezauważalna to myślę, że to jest właściwsze, bardziej dla mnie i mogę w tym znaleźć swoją drogę..chyba nie warto jest wracać.
I niby wszystko jest Tak jak powinno być Za chwilę zbudzi mnie Szary świt Tylko dlaczego ja Z takim nieludzkim strachem Nie potrafię
czy można zaś odpuścić? just let them go. bez konkretnego powodu, albo może z powodu miliona zbyt ważnych. już bez czekania. bo prostu będąc wypaloną wywłoką znudzonego człowieka. zaś wszystko mija. zaś bez kontroli. boję się. boję. bo co się stanie? co zrobię? albo zaś: czego nie?
nie musisz myśleć dwa razy, w porządku, tylko mów coś. nie myśl, że milczenie jest złotem bo to nic nie warta prawda. milczenie jest dobre, gdy nie trzeba nic mówić, ale nie wtedy gdy całość jest jedna wielką niewiadomą i staje się utrapieniem. bo wiedz, że ludzie się kochają, mimo problemów spotykanych na swojej drodze i wszystkich "osób trzecich" które mimo pozorów są po prostu urozmaiceniami innymi niż to sam na sam... możesz sobie z tym nie radzić, ok. rozumiem. ale od czego są przyjaciele. od radzenia sobie wspólnie ze sobą samym, od kłótni i rechotania ze wszystkiego co się rusza lub pełza. twist and shout. together. anyway, forever.
cały czas
w ciele szczęście
dreszcze,
niczym po momencie wspomnień
bez pasji,
bez rutyny.
zasłużone uprzedzenie,
do wszystkiego co nowe
z brakiem świadomości
o konsekwencji
minuty
o sprzątaniu latami
po chwili.
zanim pójdę spać
chciałabym podbić trochę świata
tak, jakbym nie chciała nigdy przedtem
żeby poczuć tą szansę na nowo
i zrozumienie sytuacji
i ciągłe patrzenie w przyszłość
znów.
jakby to był pierwszy raz
poczuć wiatr
delikatny, piękny wiatr
ciepły sen,
pełny śmiałości